Kiedy dziecko albo nastolatek mówi w domu, że chce działać wolontariacko, w wielu rodzinach zapada chwila ciszy. Po niej zwykle pojawiają się pytania, rzadko wypowiadane od razu na głos, ale bardzo intensywnie obecne w głowie dorosłych. Czy to bezpieczne. Czy ktoś tego nie wykorzysta. Czy szkoła na tym nie ucierpi. Czy to nie jest chwilowy zryw, który za moment minie, zostawiając tylko zmęczenie i rozczarowanie.
Znam te pytania doskonale. Przez lata słyszałem je jako pracownik socjalny, w rozmowach z rodzicami, którzy chcieli chronić swoje dzieci przed światem. Słyszę je dziś także jako tata dwójki dzieci, które od najmłodszych lat brałem ze sobą na działania pomocowe. I powiem to wprost. Ten niepokój nie jest błędem wychowawczym. Jest oznaką odpowiedzialności i troski. Różnica zaczyna się dopiero w tym, co z tym niepokojem zrobimy. Czy zamkniemy drzwi, czy spróbujemy je uchylić i zajrzeć do środka razem z dzieckiem.
Wbrew temu, co czasem słyszymy w publicznych dyskusjach, wolontariat dzieci i młodzieży nie jest marginalnym zjawiskiem ani fanaberią kilku idealistów. Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że w 2022 roku około 26 do 28 procent młodych osób w wieku od 15 do 24 lat angażowało się w różne formy wolontariatu. To mniej niż kilka lat wcześniej, co jest zrozumiałe po doświadczeniu pandemii i edukacji zdalnej, ale wciąż mówimy o setkach tysięcy młodych ludzi w skali kraju.
Co ważne, są to najczęściej działania lokalne, krótkoterminowe, realizowane przy szkołach, organizacjach pozarządowych, domach kultury czy instytucjach pomocy społecznej. To nie są anonimowe akcje w próżni. To konkretne miejsca, konkretni ludzie, opiekunowie, regulaminy i odpowiedzialność po stronie organizatora. Wolontariat młodzieżowy w praktyce bardzo rzadko wygląda tak, jak wyobrażają go najbardziej zaniepokojeni rodzice.
Warto to powiedzieć jasno i spokojnie. Wolontariat w Polsce nie jest dzikim polem. Reguluje go Ustawa o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. W przypadku osób niepełnoletnich przepisy są jednoznaczne. Wymagana jest zgoda rodzica lub opiekuna prawnego. Organizacja ma obowiązek poinformować o zakresie zadań, czasie ich wykonywania oraz zapewnić bezpieczne warunki działania i opiekę.
W praktyce oznacza to, że dziecko nie zostaje samo z odpowiedzialnością. Jest koordynator wolontariatu, jest opiekun, są jasno określone zasady. Dobre organizacje zaczynają od rozmowy, a nie od listy obowiązków. I bardzo często to właśnie ta rozmowa uspokaja rodziców bardziej niż jakikolwiek regulamin.
Z perspektywy ojca mogę powiedzieć jedno. Wolontariat naprawdę rzadko zaczyna się od wielkich akcji. U nas zaczynał się przy sprzątaniu pokoju. Nawet wtedy, gdy dzieci porządkowały swoje zabawki, słuchały o wolontariacie i o tym, że nie każde dziecko ma ich tyle samo. Potem wspólnie wybierały te, które chcą przekazać dalej, bardziej potrzebującym. Bez przymusu, bez moralizowania, raczej z ciekawości i naturalnej dziecięcej empatii.
Z czasem pojawiały się kolejne drobne działania. Pomoc w fundacji. Odwiedziny u starszych osób. Dziś duma mnie rozpiera, gdy widzę, jak moja córka chętnie chodzi do jednej babci, a prababci pomaga w zakupach, traktując to nie jak obowiązek, lecz jak coś zupełnie naturalnego. Syn robi podobnie, nawet w takich prostych sprawach jak zaniesienie zakupów nieznajomej seniorce do domu, gdy widzi, że komuś jest ciężko. I oboje pokochali przychodzić do siedziby Fundacji Koci Dom w Rybniku, gdzie pomoc ma bardzo konkretny, codzienny wymiar.
Brałem swoje dzieci na działania pomocowe od najmłodszych lat. Najpierw były obserwatorami. Potem pomagały w prostych rzeczach. Dziś robią to samodzielnie. Nie dlatego, że muszą. Dlatego, że wiedzą, po co.
Z socjologicznego punktu widzenia wolontariat jest jednym z najważniejszych doświadczeń budujących kapitał społeczny młodych ludzi. To przestrzeń, w której uczą się relacji, odpowiedzialności i współpracy z osobami spoza własnej bańki. Badania pokazują, że młodzież angażująca się społecznie rzadziej doświadcza poczucia izolacji, lepiej radzi sobie w pracy zespołowej i szybciej rozwija kompetencje emocjonalne.
Jako były pracownik socjalny widziałem wiele historii młodych ludzi, którzy dzięki wolontariatowi odnaleźli swoje miejsce. Nie zawsze od razu. Czasem po kilku próbach. Ale niemal zawsze z jednym wspólnym mianownikiem. Poczuciem sensu i sprawczości, którego tak bardzo dziś młodym brakuje.
Rodzic nie musi rezygnować z kontroli, kiedy jego dziecko chce działać wolontariacko. Wręcz przeciwnie, jego rola jest wtedy kluczowa, choć często zupełnie inna, niż podpowiada nam instynkt. To nie jest moment na zamykanie drzwi, lecz na towarzyszenie. Na rozmowę z koordynatorem wolontariatu, spokojne sprawdzenie organizacji, poznanie zasad i ludzi, którzy będą z dzieckiem pracować.
Warto wspólnie ustalić granice czasowe, zakres działań, a przede wszystkim jasno powiedzieć dziecku, że zawsze ma prawo się wycofać, jeśli coś okaże się dla niego zbyt trudne. Taka postawa nie blokuje zaangażowania. Ona buduje bezpieczeństwo i zaufanie, które są fundamentem każdej dobrej relacji.
Najgorsze, co można zrobić, to zbyć chęć pomagania machnięciem ręki albo ironicznym komentarzem. Bo jeśli dziś młody człowiek usłyszy „to nie ma sensu”, jutro może już nie zapytać.
Wolontariat młodzieżowy nie jest obowiązkiem ani receptą na idealne wychowanie. Jest szansą. Jedną z niewielu przestrzeni, w których młodzi mogą zrobić coś realnego, tu i teraz, dla kogoś obok.
Jeśli więc Twoje dziecko mówi, że chce pomagać, warto się zatrzymać. Posłuchać. Zapytać, co za tym stoi. A potem spróbować mu zaufać. Bo odpowiedzialność społeczna nie rodzi się z zakazów. Rodzi się z doświadczenia.
Tekst: Pan Wolontariat
Osiedle Południe 56A, 44-253 Rybnik